Drastyczny wzrost cen energii, przerzucanie coraz większych kosztów polityki PiS na samorządy i regularne uszczuplanie wpływów samorządowych może zmusić miasta do rezygnacji z inwestycji, żeby tylko zapewnić oświetlenie ulic. Politycy Lewicy alarmują o problemie i przedstawiają propozycje jego rozwiązania.
"Trzy dni temu minister Sasin zapewniał, że prądu w gniazdkach nie zabraknie, my w Łodzi jesteśmy szczególnie wyczuleni na wypowiedzi ministra Sasina, bo wiemy, że ma tendencję do przeinaczenia faktów, a jego zapowiedzi zupełnie się nie sprawdzają. Rosną więc obawy, że prądu jednak może zabraknąć, a jeśli tak się nie stanie to powstaje pytanie o cenę tego prądu" - mówił Grzegorz Majewski, sekretarz Łódzkiej Rady Wojewódzkiej Nowej Lewicy.
Polityk Lewicy poinformował, że do oświetlenia łódzkich ulic potrzebne jest 55 tysięcy MWh, zwrócił przy tym uwagę, że w ubiegłym roku cena za jedną MWh wynosiła 509 zł, a kosz oświetlenie wyniósł 28 mln zł. Według prognoz przedstawionych przez polityka Lewicy koszt jednej MWh w przyszłym roku może sięgnąć nawet 2300 zł, co będzie oznaczało wydatek 128 mln zł z budżetu miasta, a to oznacza wzrost cen energii o ponad 300%.
"Tak wysoki wzrost cen energii może być zabójczy nie tylko dla Łodzi, ale i dla innych polskich samorządów" - dodał przedstawiciel Lewicy.
Polityk dopytywał rządzących Czy w związku z tak drastycznymi wzrostami cen energii miasta mają wyłączać wcześniej oświetlenie, włączać i później, a może rezygnować z oświetlenia konkretnych ulic. Przedstawiając propozycje Lewicy, na rozwiązanie tego problemu, Grzegorz Majewski przypomniał o dochodach budżetu państwa ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2, zwracając uwagę, że zamiast na inwestycje w transformację energetyczną i OZE, rząd wydał te pieniądze na bieżące potrzeby.
Rozwiązaniem zaprezentowanym przez Lewice jest przeznaczenie pieniędzy ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 na inwestycje w odnawialne źródła energii, co pozwoli obniżyć cenę prądu oraz stworzenie funduszu, który zapewniłby wsparcie samorządom borykający się z drastycznymi wzrostami cen energii.
"Nasza prognoza wzrostu cen energii opiera się na przykładach innych miast, które rozstrzygnęły już konkursy na dostawę prądu i w tych właśnie miastach wzrost kosztów wyniósł ponad 300%. Obecnie na wydatki związane z prądem w budżecie miasta zabezpieczono 58 mln zł, gdyby sprawdził się czarny scenariusz, kwota niezbędna na opłaty za energię wynosiłaby 220 mln zł" - zauważył Krzysztof Makowski, łódzki radny, przewodniczący Klubu Nowej Lewicy.
Samorządowiec stwierdził też, że aby pokryć tę różnicę miasto musiałoby albo wziąć kolejną pożyczkę, albo zrezygnować z niektórych inwestycji, chcąc uniknąć konieczności wyłączania oświetlenia ulic i braków prądu w obiektach strategicznych, takich jak szkoły, czy szpitale. Już obecnie miasto podejmuje starania w celu obniżenia kosztów energii. Jak poinformował radny, złożonych jest 9 projektów dotyczących fotowoltaiki w łódzkich szkołach, a projekt pozyskiwania energii z fotowoltaiki właśnie, jest wciąż rozwijany. Jak wyjaśnił samorządowiec Lewicy, fundusz wsparcia dla samorządów miałby wynosić od 3 do 5 mld zł i wspierać te samorządy, których wzrost kosztów energii przekracza ustalony poziom.